Na początku przygody z boccią wydawało mi się, że mój cel to Jack a dobre rzuty są wtedy, gdy każda bila od razu trafi jak najbliżej niego. Szczytem założeń taktycznych było dla mnie zagranie w rejon boiska, który przeciwnikowi stwarzał największe problemy oraz wykorzystanie w odpowiedniej kolejności miękkich i twardszych bil. Z czasem dostrzegam coraz więcej elementów składających się na efektowną i przede wszystkim skuteczną grę.

Po pierwsze – przewidywanie kolejnych ruchów przeciwnika i uniemożliwianie/utrudnianie mu wykonanie ich, np. poprzez zastawienie dojścia lub zablokowanie bili, którą mógłby dobić do jack’a.

Po drugie – zdobywanie punktu/punktów na tzw. raty, czyli nie za jednym rzutem. Odpowiednie ustawienie 2-3 bil jest trudniejsze dla rywala, na pewno wymagania od niego większej ilości ruchów, by ugrać coś na swoją korzyść.

Po trzecie – jeśli możliwych jest kilku typów zagrań, zastosowanie tego, które w danej sytuacji meczowej ma większą szansę na powodzenie.

Po czwarte – umiejętne przejście od ataku do obrony. Póki mamy więcej bil niż przeciwnik, ewentualnie tyle samo na początku endu, uzasadnione są próby wybijania. Później należy skupić się na obronie wyniku, by w przypadku przegranej stracić jak najmniej punktów.

Po piąte – wykorzystanie słabszych stron zawodnika i jego sprzętu. Jeżeli jego uwarunkowania fizyczne, rynna, bile nie pozwalają mu na równorzędną walkę np. pod większym kątem, na długich bądź bardzo krótkich dystansach to można to wykorzystać. Oczywiście ma to sens wtedy, gdy sami mamy dobrze opanowane i pod kontrolą takie zagrania… nie warto liczyć tylko na szczęście – że przeciwnik zagra gorzej od nas.

Po szóste – dobieranie twardości bil na poszczególne mecze, w zależności od tego, co i gdzie będziemy chcieli zagrać podczas własnych endów. Warto też uwzględnić preferencje rywala. Ja ten element taktyki dopiero zacznę stosować 😉

Po siódme – przygotowanie na turniej 3-4 własnych zagrań/endów, żeby urozmaić swoją grę i w ten sposób utrudnić drugiemu zawodnikowi schematyczne podejście do naszych zagrań.

Po ósme – wzięcie pod uwagę nierówności w nawierzchni boiska, obecność wymalowanych farbą linii, po to, by skorygować zbaczające bile oraz wypuścić jack’a w rejon będący dla nas bezpieczniejszym, a przeciwnikowi mogący trochę „popsuć” rzuty.

Po dziewiąte – wykorzystanie każdej bili, w sytuacji gdy rywal ma jeszcze choćby jeden ruch. Jeżeli dysponujemy jednie taką, która nie doleci do strefy punktowej, to należy użyć jej choćby jako zapory/blokady. Bile oddajemy tylko wtedy, jeśli to my mamy ostatni rzut i istnieje ryzyko, iż wykonując go zmienimy wynik endu na niekorzystny dla siebie.

To kilka założeń taktycznych, które na chwilę obecną są dla mnie istotne. Na pewno jest ich znacznie więcej, przede mną jeszcze sporo do odkrycia. W dostrzeganiu tego, jak grać coraz lepiej bardzo pomaga mi analizowanie rywalizacji zawodników ze światowej czołówki. Muszę jednak przyznać, że najwięcej uczą mnie moje przegrane mecze… jest to najskuteczniejsza i najbardziej zapadająca w pamięć lekcja 😉

 

Edyta Owczarz